Przerwa na kawę | maj & czerwiec

7/02/2017

W końcu jest przerwa na kawę i to podwójna! I znowu dwa miesiące minęły w okamgnieniu, działo się sporo, ale nie ma co się tłumaczyć. Mamy lato! Co więcej, mamy pomysły co w te wakacje robić. Zamek w Mosznej, kino pod chmurką czy kolejne Męskie Granie—to pomysły na dni słoneczne. Spokojnie na dni deszczowe też mamy plan, historia Excalibura czy zostanie agentem CIA. Ciekawi? Nie pozostaje nic innego niż odkryć majowo -czerwcową kawę. Zapraszamy!


Do obejrzenia

A: Zaciekawił mnie zwiastun i obsada. Wydawało mi się, że będzie to coś troche innego niż reszta filmów w kinowym repertuarze. Z założenia miał to być film przygodowy opowiadający historię magicznego miecza Excalibura. Niby nic szczególnie wciągajacego, ale za reżyserię Legendy miecza zabrał się Guy Ritchie. Ten sam, który jest odpowiedzialny za Kryptonim U.N.C.L.E. i obie części Sherlock Holmesa. To wszystko sprawiło, że na moim Filmwebie był w kategorii "Umrę jak nie zobaczę". I cóż mogę powiedzieć po seansie? Warto! Król Artur i Vortigern nie są bohaterami baśni, występują raczej w połączenia filmu sensacyjnego i komedii gangsterskiej. Przyciąga już sam montaż, różne prędkości obrazu, sceny walki trochę jak z gry komputerowej, ucieczka przez miasto przypominająca teledysk. Nie można zapomnieć o obsadzie, niesamowity Jude Law w roli czarnego charakteru oraz przystojny i charyzmatyczny Charlie Hunnam, który moim zdaniem idealnie wcielił się w Artura z wizji Ritchiego. Efekty specjalne w filmie Król Artur: Legenda miecza może nie powalają na kolana, ale widziane w technologii 4DX® robią spore wrażenie. Kto z Was jeszcze nie próbował, to zdecydowanie zachęcam do wizyty w salach ŠKODA 4DX®, to naprawdę niezła zabawa i jeszcze większe emocje. Wracając jednak do samego filmu, dobra gra aktorska, połączenie klasyki i nowoczesności, ciekawa oprawa muzyczna, a przede wszystkim po prostu fajnie się ten obraz oglądało. Bardzo polecam!

K: Zamek w Mosznej
Nazywany polskim Hogwartem lub polskim zamkiem Disney’a, nieco kiczowaty zamek w Mosznej to miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć. I nie dlatego, że zamek odegrał jakąś ważną rolę w historii Polski (w gruncie rzeczy to nawet nie jest zamek, tylko pałac nowobogackiego hrabiego z rozbuchanym ego). Raczej dlatego, żeby na własne oczy zobaczyć ten bajkowy obiekt i dopisać własną bajkę o księżniczce, która przecież mogła być zamknięta w jednej z 99 wież i wieżyczek zdobiących budynek. Poza tym można dowiedzieć się jak mało bajkowa jest prawda, słuchając zamkowego przewodnika, wyjrzeć z wieży na panoramę „królestwa” i pospacerować po malowniczym parku pstrykając fotki aż do rozładowania baterii w aparacie (lub tak jak w moim przypadku – w telefonie). Czego chcieć więcej w słoneczny, wakacyjny dzień?   




Wydarzenia

A: 72 filmy w 8 blokach tematycznych, które można obejrzeć na świeżym powietrzu. Wśród tytułów między innymi Moonlight, Snowden, Projektantka czy Raport mniejszości — każdy znajdzie coś dla siebie. Jeszcze tylko ciepły koc plus dobre towarzystwo i brzmi jak pomysł idealny na letnie wieczory, prawda? Ja już wybrałam 8 filmów, które chcę zobaczyć w czasie tegorocznej "Polówki". Kto się wybiera?
A: Prace młodych artystów poruszające różne tematy i wykorzystujące różne techniki fotograficzne. Świeże spojrzenie i odwaga w łączeniu rozmaitych mediów. Warto zobaczyć. Na wystawę zapraszam także z prywatnych względów, ponieważ do tegorocznych absolwentów szkoły AFA należy także mój brat!

K: Byłam rok temu i będę teraz. Mam tylko nadzieję, że nie będzie deszczu. Trzymajcie kciuki, szczególnie jeśli tez się wybieracie! :D 

Odkrycia

A: Strzelnica Łódzka
Co roku, jak już wiecie, spisuję listę 100 rzeczy, które chcę zrobić i konsekwentnie staram się ją realizować. Na tegorocznej była wizyta na strzelnicy. Szczerze mówiąc, miałam to w planach już od bardzo dawna, nie wiem, czy wiecie, ale w dzieciństwie marzyłam o tym, by zostać tajną agentką (zaraz po zostaniu architektem). Na szczęście teraz w końcu się udało! Osobom z Łodzi i okolic polecam Strzelnicę Łódzką—fajny klimat, profesjonalny instruktor i świetna atmosfera. Strzelałam z 4 rodzajów broni, pomijając fakt, że jednej nie mogłam utrzymać, efekty były całkiem niezłe, Jednak nie to jest najważniejsze, liczą się przede wszystkim emocje. Wizyta na strzelnicy to przeżycie niesamowite, ta adrenalina i skupienie przed oddaniem strzału, ładowanie magazynku, zachowanie odpowiedniej postawy i ułożenia dłoni na broni. To świetny pomysł na każdą okazję, wyjście z przyjaciółmi, randkę, urodziny czy Dzień Ojca. Myślę, że jeszcze tam wrócę, a teraz czekam na zwerbowanie do CIA czy MI6! 

K: Wintydż, ul. Szpitalna 17a, Opole
Wizyta w pubie Wintydż to niejako dalsza historia zwiedzania zamku w Mosznej. Fakt, nie jest to może zbyt blisko, ale… skoro już opuściłam Rybnik, to przecież nie będę od razu wracać. Wspólnie z mężem ustaliliśmy nowy kierunek – Opole. Stąd to już przecież rzut beretem, prawda? Tym samym w niedługim czasie znaleźliśmy się pod pubem Wintydż, który przyciągnął nas klimatycznym ogródkiem, w którym pomimo deszczu, niewzruszenie siedziało kilka osób. Oczywiście ja, jako osoba, której wiecznie zimno, nie skorzystałam z możliwości spędzenia choćby minuty więcej na zewnątrz, dlatego ucieszył mnie ładny wystrój wnętrza, w którym dominowały meble vintage. Odmówiłam sobie wyboru jednego z całej masy kolorowych drinków, które królowały w karcie i na stolikach wokoło, bo przecież wpadliśmy na kawę i… wybrałam wielkiego milkshake'a z lodami bitą śmietaną oraz całą masą słodkości Kinder. To, że wyglądał imponująco mogliście zobaczyć już na moim insta story. Całe szczęście, że ze sobą miałam kogoś, komu mogłam podarować większość mojej bitej śmietany i kilka kawałków słodkich batoników. Nie byłabym sobą, jakbym nie znalazła małego minusa. Była nim bita śmietana w sprayu. Poza tym, z chęcią wróciłabym jeszcze, żeby posiedzieć, porozmawiać i spróbować czegoś nowego. Najlepiej w babskim gronie ;) 

W ostatnim czasie różnych burgerowni pojawiło się na mapie Polski tyle, że trzeba być naprawdę świetnym, żeby zostać zapamiętanym. Po różnych przeciętnych i mniej lub bardziej wyszukanych odmianach street foodu, wybraliśmy się z S. na kolejną edycję Inwazji Foodtrucków w Rybniku. Mąż mój, jako stanowczy przeciwnik nowości, już po chwili stał przy budce z burgerami. I co? Tym razem się nie pomylił. Wszystko w tym burgerze grało tak dobrze, że sama byłam zaskoczona. Mięso, sos, grillowana cukinia, boczek… wszystko ekstra. Dobrze, że moje burrito dawało radę, bo zjadłabym mu tego burgera w całości. W przyszłości na pewno się skuszę. Tym razem bez podjadania innym ;)

Linki

  • A: Palety Pantone są uwielbiane przez grafików i nie tylko.A co jeśli dopasujemy je do miejskich i egzotycznych karajobrazów lub drobiazgów codziennego użytku? Zobaczcie sami, ja jestem oczarowana! 
  • A: Storytelling w reklamie zagościł już parę lat temu i ma się coraz lepiej. Koniecznie zobaczcie nową reklamę Volvo "Moments", świetny przekaz i historia.
  • K: Kto wybiera się w tym roku na wesele i stoi przed ciężkim zadaniem jakim jest wybór kreacji, koniecznie niech zajrzy na kanał Radzkiej. Nie same porady odnośnie tego co na siebie włożyć, sprawia, że polecam ten film. Lubię go dlatego, ze Radzka rozprawia się ze schematami i uczy dystansu. Szczególnie do wiecznie niezadowolonych członków rodziny. 

Majowe i czerwcowe posty:

You Might Also Like

0 komentarze