Z polskiego na nasze: rewitalizacja

8/24/2016

Studia rzucają na nas klątwę. Konkretnie - klątwę wiedzy. Podobno bardziej niż dla nas samych, może być ona niebezpieczna dla osób, z którymi rozmawiamy. Pewni tego, że słowa, których używamy są tak samo jasne dla wszystkich, cedujemy w swojego rozmówcę zaklęciami, które nie muszą być dla niego jasne. Jest kilka zaklęć związanych z miastem i przestrzenią, które przydadzą się również w życiu codziennym, dlatego postanowiłam przełożyć je z polskiego na nasze. Zaczynam od rewitalizacji.



Rewitalizacja - co to jest?

Jeszcze jako dziecko, mijając opuszczone budynki, niedziałające kino czy zamknięte już kopalnie, dziwiłam się, że według opowieści moich bliskich, to wszystko wyglądało inaczej. Inaczej w tym kontekście zazwyczaj oznaczało lepiej. Zresztą tu nawet nie chodzi o zwykłe wyglądanie. Na osiedlach, do których ja boję się chodzić dzisiaj, moi rodzice bawili się jako dzieci, a walące się teraz kopalnie przyciągnęły swego czasu miliony ludzi. W tym mojego dziadka. Takie miejsca są w każdym mieście. Zaniedbane, szare i porzucone. Z ludźmi, dla których brakuje pracy i perspektyw. Rozległe przestrzenie, które kiedyś znaczyły wiele, tętniły życiem i służyły mieszkańcom, teraz czekają aż ktoś sobie o nich przypomni, odkryje je na nowo, przystosuje do dzisiejszego świata i potrzeb. Jednym słowem – zrewitalizuje, bo tak w naszym naukowym żargonie określamy takie ożywienie i tchnięcie w przestrzeń nowego życia. 

Nie tylko walory estetyczne

Mam nadzieję, że podkreśliłam odpowiednio, że rewitalizacja to nie tylko przebudowa jakiegoś budynku, odnowienie elewacji i heja! Wszystko gotowe. Tak jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak i ożywieniem dla osiedla czy dzielnicy nie stanie się otynkowanie budynku lub wybudowanie nowego chodnika. Tutaj potrzebne są kompleksowe, rozłożone w czasie działania, zmierzające nie tylko do poprawy estetyki, środowiska, zadbania o architekturę i uporządkowania przestrzeni, ale przede wszystkim do polepszenia życia mieszkających tam ludzi. Nie osiąga się tego jednak za pomocą czarodziejskiej różdżki, a poprzez zaangażowanie mieszkańców w działania oraz włączenie w te działania lokalnych grup, a jeśli ich nie ma, sprowokowania do ich powstania. Wszystko po to, aby połączyć siły i wspólną energią wszystkich zainteresowanych, dążyć do poprawy warunków mieszkaniowych, powstawania nowych miejsc pracy, kultury, czy rozrywki. No i jeszcze po to, aby mieszkańcy poczuli się związani z miejscem, w którym żyją oraz odpowiedzialni za zachodzące zmiany. Inaczej mówiąc, by zapuścili tam korzenie i wspólnie dbali o całe to dobro, które ma na nich spaść :D

Miejskie czarne dziury


Troszkę to wszystko uprościłam, bo przedstawiłam sprawę z perspektywy osiedli i problemów ludzi, którzy na nich mieszkają. Powiedzmy… starych osiedli robotniczych, które świetnie się miały za czasów kiedy wszyscy mieszkający tam mężczyźni pracowali w hucie, albo olbrzymich osiedli z wielkiej płyty, na których nikt się nie zna, a co drugie mieszkanie stoi puste z powodu braku pracy w okolicy. Również takich osiedli, które zaczynają się walić w wyniku szkód górniczych oraz takich, na które nikt nie odważy się wejść sam, a w dodatku nieuzbrojony chociażby w gaz pieprzowy. Są jednak jeszcze inne przypadki, na przykład takie jak ogromne dziury po kopalni węgla brunatnego czy piasku, zamknięte i straszące pozostałości industrializmu, nielicznym tylko przypominające o świetności dawnego życia, tereny opuszczone przez wojsko, czy całkiem zaniedbane centra miast, do których dawno już nikt nie zagląda, a przynajmniej nie wtedy, kiedy nie musi. Chodzi mi o wszystkie te miejsca, które w wyniku zmian nie pełnią już swojej dawnej roli, a na mapie można by je oznaczyć czarną kropką, sygnalizującą miejską czarną dziurę. One też potrzebują ożywienia i z całą pewnością chcą służyć ludziom. Jestem tego pewna ;)

Kto to wszystko ma zrobić?

Przejdźmy zatem do punktu, w którym okazuje się, kto powinien o to zadbać. Wiem, że Wy to wiecie. To władze lokalne. Punkt dla Was. No więc powstają w urzędach programy rewitalizacji. Jedne faktycznie mają pomóc, w innych rzeczywistość potrafi być bardzo elastyczna. Wszystko po to, aby złapać dotację, czyli jak zwykle wygrywa pieniądz. Zostańmy jednak przy tych dobrych, bo jeśli istnieją, mają sprawić, że rewitalizacja przebiegnie pomyślnie, działania przyciągną wszystkich zainteresowanych (nie tylko tych, którzy przemawiają za pomocą pieniędzy), a całość nie będzie sprowadzona do szybkiego efektu, bazującego wyłącznie na walorach estetycznych. Co to, to nie! Efekt ostateczny ma być zbudowany z małych cegiełek przez władze, urbanistów, planistów, architektów, mieszkańców, socjologów, historyków i wszystkich, którzy w zachodzących zmianach mają interes (uff… o kim zapomniałam?). Skutkiem ma być nowe, piękne życie, na starej, ale uporządkowanej i przystosowanej do potrzeb i warunków, przestrzeni. 

Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić czym jest rewitalizacja, a nie spowodować jeszcze większego mętliku ;) Do następnego razu,

Kinga

You Might Also Like

0 komentarze