Płoty, baszty i prawo własności, czyli dlaczego na własnej działce nie mogę zbudować wszystkiego

7/27/2016

Jeśli jesteście na etapie planowania budowy domu lub jakiejkolwiek innej budowy (niekoniecznie swojej), na pewno macie za sobą rozmowy o tym, jak to niedobrzy urzędnicy celowo zabraniają budowania tego czy tamtego. I w ogóle jak to możliwe, że mogą się tak bezczelnie wtrącać, kiedy to nie ich działka, a betonowy płot z prefabrykatów to najpiękniejszy płot jaki tylko można sobie wyobrazić. Ja takich rozmów mam za sobą bardzo wiele. Zarówno prywatnych jak i służbowych i zgadnijcie po której jestem stronie ;)



Są powody, dla których nie o wszystkim możemy decydować sami i dla których prawo własności nie zawsze gwarantuje nam prawo wolności w działaniu. Zaznaczę tutaj, że będę trzymać się tylko wąskiej dziedziny, jaką jest urządzenie własnego kawałka ziemi, bo na tym znam się najlepiej. Zacznę jednak od krótkiego wytłumaczenia o co mi chodzi.

Załóżmy, że mamy działkę. Powiedzmy, że znajduje się ona w jakimś mieście. Dookoła jeszcze kilka domków z płaskimi dachami i zadbanymi ogródkami. Jak chcecie, możecie sobie wyobrazić nawet domki z zielonymi dachami (nie z zielonej blachodachówki, takie z roślinami, żeby było ekologicznie ;)). Myślimy sobie – mam działkę, więc mogę sobie wybudować co chcę. Nie chcemy słuchać, że w tym miejscu każdy kolejny domek musi mieć płaski dach i elewację w odcieniach szarości. My mamy wizję, a w naszej wizji dach nie jest płaski, tylko nachylony pod kątem 45 stopni. Albo większym – takim jak ta piękna chatka w górach. I w dodatku ma cudowną wieżyczkę – jak w zamku, w którym byliśmy na pierwszej randce. Jak jest już wieżyczka to wejścia muszą strzec dwa lwy, wmurowane w płot z prefabrykatów (wiem, poniosła mnie fantazja, ale zapewniam, ze to nie jest wcale taki oderwany od rzeczywistości przypadek). W tym momencie zanosimy projekt do starostwa, a tam problem, bo ktoś z miasta wymyślił sobie, że na naszej działce nie może stać nasz wymarzony dom, tylko jakiś parterowy, szary, z płaskim dachem, a na dodatek można zrobić każdy możliwy płot, ale nie nasz ukochany, już przecież zamówiony i idealnie pasujący do reszty. Jak to? Konstytucja gwarantuje wolność obywatela, a tu takie coś!? Nic z tego, o prawa trzeba walczyć!

No to teraz druga historia.

 

Powiedzmy, że mieszkamy w tej samej okolicy. W domku z płaskim dachem lub w tym naszym wymarzonym z wieżyczką i betonowym płotem. Pewnego dnia przyjeżdżają koparki, wkraczają robotnicy i budują fabrykę. Albo nie, ubojnię. No bo mają prawo własności i mogą robić co chcą. Nie macie co protestować, bo wszystko już zatwierdzone i będziecie to oglądać dopóki się nie wyprowadzicie. I co? Pewnie myślicie sobie – „gdzie są ludzie, którzy na to pozwolili?”, „czemu miasto się na to godzi?”, „dlaczego tutaj?”, „nie mają prawa!”. Ale jak to? Mają prawo, w końcu są właścicielami. I wtedy sytuacja się zmienia. Możecie powiedzieć, że to co innego, że to są skrajne przypadki, że to Was nie dotyczy, ale ja odpowiem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zawsze, tym bardziej w tak kapitałochłonnych inwestycjach, związanych z nieruchomościami ścierają się jakieś interesy. Ktoś chce wybudować hotel, a ktoś domek, ktoś fabrykę, a ktoś inny centrum handlowe lub apartamentowiec. I ktoś musi to wszystko skontrolować, nawet jeśli w jakimś stopniu wpływa to na nasze prawo własności. Jasne, nie musicie się z tym godzić, ale warto to przemyśleć.

Te dwie sytuacje to oczywiście uproszczenie, bo są jeszcze dziesiątki innych powodów takiego stanu rzeczy. Najgorzej jest oczywiście dyskutować o estetyce, bo to dość delikatna i indywidualna sprawa (choć konieczna do uporządkowania), ale dojazd, podtopienia, przemarsze dzików przez ogródek i uciążliwe sąsiedztwo to już coś innego. Nie sądzicie?

Dla pogłębienia tematu estetyki i ogólnej sytuacji polskiej przestrzeni polecam „Wannę z kolumnadą” F. Springera, uzupełnioną o ciekawe przypadki z fanpejdżu POLISZ ARKITEKCZER.

Kinga

You Might Also Like

0 komentarze