Joie de vivre, czyli o szczęściu na dzień dobry

6/28/2015

„Szczęście pojawia się, kiedy zwalniamy i zaczynamy patrzeć. Naprawdę patrzeć.” Zaczynamy doceniać to co mamy, to co nas otacza. To tajemnica szczęścia jaką odkrywa Jamie Cat Callan w książce „Szczęście na dzień dobry”.


Nieśpiesznie wypijana kawa z cynamonem o poranku i z uśmiechem zasiadam nawet do pisania pracy magisterskiej. Czy naprawdę książka może sprawić, że spojrzymy na świat przez różowe okulary? Cóż...TA na pewno może w tym pomóc.
Jamie Cat Callan postawiła sobie za cel dowiedzieć się czym jest Joie de vivre, czyli radość życia.(Tak, tak to kolejna książka z Francją w tle. Też zastanawiacie się czemu ostatnio jest taki boom na styl francuski?) Jedna z odpowiedzi jaką uzyskała, podczas licznych rozmów z Francuzkami, to:


Proste. To my decydujemy czy w deszczowy dzień będziemy chodzić z nosem na kwintę i wzrokiem zabójcy psiocząc pod nosem jakie to lato w Polsce beznadziejne czy może z kolorowym parasolem pomkniemy przez kałuże, a pani w sklepie z uśmiechem będziemy życzyć miłego dnia. Każdy z nas ma swoje problemy, większe i mniejsze zmartwienia, ale pamiętajmy też o tym co osiągnęliśmy i jak wiele posiadamy. I jak mówi stare francuskie przysłowie: „Najsłodsze jest szczęście, które dzielimy z innymi.”


Ten fragment szczególnie do mnie trafia. Rzeczy zostawione na bliżej nieokreślone „specjalne okazje”, a przecież każdy dzień jest wyjątkowy i wart celebracji. Nie spodziewałam się tego, że ta książka zrobi na mnie tak duże wrażenie. Urocza różowa okładka wskazywała raczej na lekką, wręcz głupiutką lekturę. Jamie rzeczywiście ma lekkie pióro, dzięki czemu czytanie jest prawdziwą przyjemnością, jednak zdecydowanie nie jest to książka naiwna.

Wspomina o swojej babci – Francuzce – której zazdrości niewymuszonej wytworności oraz radości życia. Te opisy przypomniały mi o mojej prababci, oczywiście Polce, która zawsze była bardzo elegancka, w taki...naturalny sposób. Białe włosy gładko zaczesane lub spięte ozdobną spinką i sukienki, sweterki czy koszule za każdym razem przyozdobione broszką. Zawsze wyglądała tak starannie. Mam wrażenie, że teraz nie dbamy o swój ubiór w ten sposób, chcemy być modne, ale już bez TEJ elegancji...niestety.
A jeśli już mowa o ubiorze, ten aspekt również jest poruszany w książce, ale nie chcę poruszać tematu kompletowania garderoby i stylu francuskiego, bo o tym niebawem napisze dla Was Kinga. Jamie zwraca uwagę na to, że odpowiedni strój dodaje pewności siebie i podnosi poczucie własnej wartości. Bez ogródek pisze: „Strójcie się. Pamiętajcie, że chodzi o to, by zrobić wrażenie na ludziach.”, ale jako „wrażenie” rozumie szacunek jaki starannym strojem okazujemy rodzinie, przyjaciołom i ludziom, których spotykamy. To było dla mnie dość zaskakujące spostrzeżenie, jakoś nigdy nie pomyślałam o stroju w ten sposób. Nie mogło zabraknąć również słów słynnej Coco Chanel.


Polecam Wam tę książkę, bo jej czytanie to naprawdę sama przyjemność. W poście wspomniałam o zaledwie kilku tematach jakie są w niej poruszane, a jest ich dużo, dużo więcej... Po jej przeczytaniu nie tylko zaczęłam zmieniać swoje nastawienie (do wieeelu spraw), ale też...postanowiłam przypomnieć sobie język francuski, którego uczyłam się w liceum. Ktoś z Was spotkał się już z książką Jamie Cat Callan.

 

Przyjemnej niedzieli, Angelika



You Might Also Like

6 komentarze